Dwaj nieproszeni goście na Weterynaryjnej,
cofnięci w czasie o siedem miesięcy... Poskładał Andrzej J. Przeróbkę piosenki Iwony D. "Szare mury"
oraz popularnych piosenek "Chodź na Pragę", "Czterdzieści lat minęło" i "Ściernisko", a także dekoracje i zdjęcia wykonali
nauczyciele z Weterynaryjnej
19/2014/2015.
cofnięci w czasie o siedem miesięcy... Poskładał Andrzej J. Przeróbkę piosenki Iwony D. "Szare mury"
oraz popularnych piosenek "Chodź na Pragę", "Czterdzieści lat minęło" i "Ściernisko", a także dekoracje i zdjęcia wykonali
nauczyciele z Weterynaryjnej
19/2014/2015.

Created & published on StoryJumper™ ©2026 StoryJumper, Inc.
All rights reserved. Sources: storyjumper.com/attribution
Preview audio:
storyj.mp/aep7wdsqcpv6


2
W Warszawie był słoneczny, długi
weekend. Pół miasta wyjechało na majów-
kę, a i druga połowa gdzieś się zapodziała.
Na wielu ulicach nie było żywego ducha.
Kot Lulek i pies Julek ze Szmulek na Pra-
dze postanowili wybrać się na wycieczkę,
by obejrzeć dawne pogotowie dla zwierząt
na Grochowie. Pradziadek Julka opowiadał
mu kiedyś, że gdy sam był szczeniakiem,
leczył tam złamaną łapkę.
weekend. Pół miasta wyjechało na majów-
kę, a i druga połowa gdzieś się zapodziała.
Na wielu ulicach nie było żywego ducha.
Kot Lulek i pies Julek ze Szmulek na Pra-
dze postanowili wybrać się na wycieczkę,
by obejrzeć dawne pogotowie dla zwierząt
na Grochowie. Pradziadek Julka opowiadał
mu kiedyś, że gdy sam był szczeniakiem,
leczył tam złamaną łapkę.
3
Znajomy pies z podwórka, stary Sap-
cio powiedział Lulkowi i Julkowi, że muszą
znaleźć ulicę o baaaaaardzo długiej nazwie,
którą wymawiał po kawałku: We-te-ry-na-
-ryj-na. Sapcio poradził im, żeby za dwor-
cem wschodnim
wsiedli do auto-
busu do domu
orła. Był to bia-
ły dom bez okien
cio powiedział Lulkowi i Julkowi, że muszą
znaleźć ulicę o baaaaaardzo długiej nazwie,
którą wymawiał po kawałku: We-te-ry-na-
-ryj-na. Sapcio poradził im, żeby za dwor-
cem wschodnim
wsiedli do auto-
busu do domu
orła. Był to bia-
ły dom bez okien

4

kami, czyli graffiti. Stamtąd
za radą Sapcia pojechali je-
szcze jeden przystanek au-
tobusem 102 do parku.
W parku było
pusto i cicho. Dwaj przyja-
ciele spytali o Weterynary-
jną przechadzającego się
wokół fontanny pingwina.


5
‒ Weterynaryjna to tamta zakręcona
ulica wzdłuż domów na skraju parku, powie-
dział pingwin. ‒ Tylko uważajcie na strażni-
ka, bo do parku nie wolno wchodzić psom.
Gdy Lulek i Julek doszli do wijącej
się jak wąż ulicy Weterynaryjnej, dostrzegli
na jej końcu jasnoszary dom z oknami, który
stał w poprzek ulicy. Po lewej były zarośnię-
te domy bez wejść, tabliczek, bez numerów.
‒ Musimy iść na koniec, rzekł Julek.
ulica wzdłuż domów na skraju parku, powie-
dział pingwin. ‒ Tylko uważajcie na strażni-
ka, bo do parku nie wolno wchodzić psom.
Gdy Lulek i Julek doszli do wijącej
się jak wąż ulicy Weterynaryjnej, dostrzegli
na jej końcu jasnoszary dom z oknami, który
stał w poprzek ulicy. Po lewej były zarośnię-
te domy bez wejść, tabliczek, bez numerów.
‒ Musimy iść na koniec, rzekł Julek.
6


7



8
Ulica Weterynaryjna skończyła się na
otwartej bramie parku. Dalej była poprzecz-
na ulica, która kończyła się na płocie po le-
wej stronie. Prawdziwy koniec świata!
Wszędzie panowała niezwykła cisza:
sroki nie skrzeczały, wróble nie ćwierkały,
liście nie szumiały i nawet myszki nie tupały
nóżkami. Mimo że od tej chwili dwaj przyja-
ciele rozmawiali ze sobą szeptem, wyraźnie
słyszeli jak echo odbija ich słowa od murów
i drzew dookoła. Gdy kot Lulek i pies Julek
otwartej bramie parku. Dalej była poprzecz-
na ulica, która kończyła się na płocie po le-
wej stronie. Prawdziwy koniec świata!
Wszędzie panowała niezwykła cisza:
sroki nie skrzeczały, wróble nie ćwierkały,
liście nie szumiały i nawet myszki nie tupały
nóżkami. Mimo że od tej chwili dwaj przyja-
ciele rozmawiali ze sobą szeptem, wyraźnie
słyszeli jak echo odbija ich słowa od murów
i drzew dookoła. Gdy kot Lulek i pies Julek
9
ze Szmulek stanęli przed bramą w ogrodzeniu
domu za parkiem, nikt nie wyszedł im naprze-
ciw. Pies Julek zaczął czytać napis na tablicz-
ce na ścianie:
‒ We-te-ryj-na-trzy, szepcze Julek.
‒ Weterynaryjna trzy, mówi echo.
‒ To na pewno dawne pogotowie
dla zwierząt, mruczy kot Lulek, a echo milczy.
Ledwo co Lulek dojrzał dziurę w siatce
na płocie, hop, hop, wskoczyli do ogródka i da-
lej przez uchylone okienko. Gdy z piwnicy wy-
domu za parkiem, nikt nie wyszedł im naprze-
ciw. Pies Julek zaczął czytać napis na tablicz-
ce na ścianie:
‒ We-te-ryj-na-trzy, szepcze Julek.
‒ Weterynaryjna trzy, mówi echo.
‒ To na pewno dawne pogotowie
dla zwierząt, mruczy kot Lulek, a echo milczy.
Ledwo co Lulek dojrzał dziurę w siatce
na płocie, hop, hop, wskoczyli do ogródka i da-
lej przez uchylone okienko. Gdy z piwnicy wy-

10

11
gramolili się na jasny korytarz na parterze, zda-
wało się im, że stoją na dawnej ulicy miasta,
przed chwilą opuszczonej przez ludzi.
‒ Och, jak tu fajnie. I nie ma nikogo.
Można spokojnie oglądać plakaty i prace, któ-
re wiszą dookoła. Gdy zaczęli czytać plakaty,
zrozumieli, że są w szkole!„Jesteśmy z drugiej strony parku, z naprzeciwka.
Mamy swój fason i swój własny szyk.
Kabaret szkolny gra, są tańce i muzyczka.
Dorównać pragnie nam warszawski każdy smyk.
wało się im, że stoją na dawnej ulicy miasta,
przed chwilą opuszczonej przez ludzi.
‒ Och, jak tu fajnie. I nie ma nikogo.
Można spokojnie oglądać plakaty i prace, któ-
re wiszą dookoła. Gdy zaczęli czytać plakaty,
zrozumieli, że są w szkole!„Jesteśmy z drugiej strony parku, z naprzeciwka.
Mamy swój fason i swój własny szyk.
Kabaret szkolny gra, są tańce i muzyczka.
Dorównać pragnie nam warszawski każdy smyk.
12

13
Poczuj te magie i chodź na Pragie,
do naszej szkoły za parkiem skręć.
Będzie sportowo, będzie bez draki,
weź czapkę, szalik i zagraj mecz.
Informatycznie, ekologicznie,
i z harcerzami możesz ruszyć tu na rajd,
a na imprezach zawsze magicznie,
bo nasza szkoła jest na sto dwa!” Kiedy Julek to przeczytał, przypom-
niał sobie, że widział numer sto na domu obok
szkoły. Ulice mają po jednej stronie liczby pa-
rzyste: 2, 4, 6, a po drugiej nieparzyste: 1, 3, 5.
Jeśli ostatnim parzystym numerem jest sto, po
do naszej szkoły za parkiem skręć.
Będzie sportowo, będzie bez draki,
weź czapkę, szalik i zagraj mecz.
Informatycznie, ekologicznie,
i z harcerzami możesz ruszyć tu na rajd,
a na imprezach zawsze magicznie,
bo nasza szkoła jest na sto dwa!” Kiedy Julek to przeczytał, przypom-
niał sobie, że widział numer sto na domu obok
szkoły. Ulice mają po jednej stronie liczby pa-
rzyste: 2, 4, 6, a po drugiej nieparzyste: 1, 3, 5.
Jeśli ostatnim parzystym numerem jest sto, po
14


15

wcale się nie starzeje, o tym wiesz.
Od tylu lat wesoła i żaden cień
nie psuje nam zabawy, tobie też.
A świat w krąg ci roztacza uroki swe
i prosi, żeby brać.
Na karuzeli w parku pokręcisz się,
do szkoły zdążysz na obiadek wpaść.nim wypada sto dwa. Szkoła ma nieparzysty
numer trzy i parzyste sto dwa, bo jest na koń-
cu dwóch ulic! Wkrótce Julek poznał inną licz-
bę: czterdzieści lat szkoły.
16


17
A dzwonek gdy pogania,
śmiej się z tego drania,
na scenie tu nie musisz stać.
Bo tak między nami
szkoły tej uczniami,
życie gładkie tu jak stół.
Niech nie boli głowa,
że już dnia połowa,
ale że dopiero pół.
Czterdzieści lat ma szkoła,
tyle, że hej,
dziesiątki te nie były wcale złe.Więc kiedy czas pogania,
śmiejemy się z drania,
i drugich lat czterdziestu,
i drugich lat czterdziestu,
i nawet stu życzymy jej!”

śmiej się z tego drania,
na scenie tu nie musisz stać.
Bo tak między nami
szkoły tej uczniami,
życie gładkie tu jak stół.
Niech nie boli głowa,
że już dnia połowa,
ale że dopiero pół.
Czterdzieści lat ma szkoła,
tyle, że hej,
dziesiątki te nie były wcale złe.Więc kiedy czas pogania,
śmiejemy się z drania,
i drugich lat czterdziestu,
i drugich lat czterdziestu,
i nawet stu życzymy jej!”


18
‒ Szkoła miała właśnie urodziny, szep-
nął Lulek. ‒ To dlatego wszędzie jest tak dużo
kwiatów i jest przyjemnie, jak w domu, dodał
wskakując na chwilę na kanapę.
Na kalendarzu na ścianie był październik
zeszłego roku, lecz Lulek i Julek nie znali się
na miesiącach i latach. Za to dowiedzieli się
z plakatu, że koło szkoły ma być metro.„Niskie domy, rzadka trawa, ale mam już plan.
Pomalutku, bez pośpiechu narysuję wam.
Jest już metro we Warszawie ładnych parę lat,
ale nasze praskie cudo będzie zwiedzał świat.
nął Lulek. ‒ To dlatego wszędzie jest tak dużo
kwiatów i jest przyjemnie, jak w domu, dodał
wskakując na chwilę na kanapę.
Na kalendarzu na ścianie był październik
zeszłego roku, lecz Lulek i Julek nie znali się
na miesiącach i latach. Za to dowiedzieli się
z plakatu, że koło szkoły ma być metro.„Niskie domy, rzadka trawa, ale mam już plan.
Pomalutku, bez pośpiechu narysuję wam.
Jest już metro we Warszawie ładnych parę lat,
ale nasze praskie cudo będzie zwiedzał świat.
19

20
Tu na razie jest ściernisko,
ale będzie metrowisko,
a tam, gdzie do drogi blisko,
będzie stacja Park.
Od Grochowskiej na boisko wjedzie metro nam.
No a stamtąd już do szkoły każdy pójdzie sam.
Coś się wytnie, coś zbuduje, teraz będzie cool.
Metro w parku koło szkoły, krzyczy dzieci chór.” Nasi przyjaciele dowiedzieli się, że
dzieci nie tylko domagają się metra, lecz
chcą pomalować szare mury w okolicy. Na
korytarzu szkoły były już kolorowe graffiti.
ale będzie metrowisko,
a tam, gdzie do drogi blisko,
będzie stacja Park.
Od Grochowskiej na boisko wjedzie metro nam.
No a stamtąd już do szkoły każdy pójdzie sam.
Coś się wytnie, coś zbuduje, teraz będzie cool.
Metro w parku koło szkoły, krzyczy dzieci chór.” Nasi przyjaciele dowiedzieli się, że
dzieci nie tylko domagają się metra, lecz
chcą pomalować szare mury w okolicy. Na
korytarzu szkoły były już kolorowe graffiti.

21

szare z dołu, szare z góry.
Zewsząd szarość nas otacza,
szara szarość krąg zatacza.
Graficiarze ‒ siostra, brat,
barwne niebo, barwny świat.
Mury, mury, barwne mury,
barwne domy, parki, chmury,
barwne myśli i poranki,
barwne ptaki, psy i szklanki.
Graficiarze ‒ siostra, brat,
barwne niebo, barwny świat.
22
Mury, mury, wszędzie mury,
barwne ściany, szarość ‒ bzdury,
barwne myszki i pingwiny,
barwni chłopcy i dziewczyny.
Graficiarze ‒ siostra, brat,
to ulicy piękny kwiat.” ‒ Czy ja jestem barwny? ‒ zaczął za-
stanawiać się Julek. Tymczasem Lulek pocią-
gnął przyjaciela na koniec korytarza, gdzie
słodko pachniało pizzą i hot-dogami. Obaj po-
myśleli: może jest tam coś do jedzenia?



barwne ściany, szarość ‒ bzdury,
barwne myszki i pingwiny,
barwni chłopcy i dziewczyny.
Graficiarze ‒ siostra, brat,
to ulicy piękny kwiat.” ‒ Czy ja jestem barwny? ‒ zaczął za-
stanawiać się Julek. Tymczasem Lulek pocią-
gnął przyjaciela na koniec korytarza, gdzie
słodko pachniało pizzą i hot-dogami. Obaj po-
myśleli: może jest tam coś do jedzenia?




23

24
Nagle ciszę przerwał spokojny męski głos.
‒ Miło, że wpadliście na urodziny szkoły,
ale przyjęcie się skończyło, nikogo już nie ma. Na
korytarzu stał dozorca, który zaprosił ich gestem
ręki do szeroko otwartych drzwi szkoły.
‒ Dziękujemy panu, odparł Julek drżą-
cym ze strachu głosem, po czym pies i kot wysz-
li na dwór z podkulonymi ogonami.
Gdy znaleźli się znów na wijącej się w pa-
rku ulicy Weterynaryjnej, postanowili zdrzemnąć
się na trawie na słońcu. I wtedy Julkowi przyśni-
ło się, że pobliski mur urósł tak wysoko, jak dom
‒ Miło, że wpadliście na urodziny szkoły,
ale przyjęcie się skończyło, nikogo już nie ma. Na
korytarzu stał dozorca, który zaprosił ich gestem
ręki do szeroko otwartych drzwi szkoły.
‒ Dziękujemy panu, odparł Julek drżą-
cym ze strachu głosem, po czym pies i kot wysz-
li na dwór z podkulonymi ogonami.
Gdy znaleźli się znów na wijącej się w pa-
rku ulicy Weterynaryjnej, postanowili zdrzemnąć
się na trawie na słońcu. I wtedy Julkowi przyśni-
ło się, że pobliski mur urósł tak wysoko, jak dom
25



































26
obok. Po chwili mur uniósł się do góry i za-
wisł nad ziemią. Wtedy zerwała się wichura,
która wciągała wszystko pod mur, jak do od-
kurzacza. Julek widział Lulka i inne zwierzę-
ta, unoszone przez wicher pod mur i dalej
na drugą stronę! Pośród szumu wiatru Julek
słyszał ćwierkanie wróbelka...
Wreszcie Julek obudził się i widzi,
że nie ma żadnej wichury. Mur stoi na miej-
scu i wcale nie urósł, a na nim siedzi wróbe-
lek, któremu Lulek opowiada o poszukiwa-
wisł nad ziemią. Wtedy zerwała się wichura,
która wciągała wszystko pod mur, jak do od-
kurzacza. Julek widział Lulka i inne zwierzę-
ta, unoszone przez wicher pod mur i dalej
na drugą stronę! Pośród szumu wiatru Julek
słyszał ćwierkanie wróbelka...
Wreszcie Julek obudził się i widzi,
że nie ma żadnej wichury. Mur stoi na miej-
scu i wcale nie urósł, a na nim siedzi wróbe-
lek, któremu Lulek opowiada o poszukiwa-
27
niach dawnego pogotowia dla zwierząt. Wróbelek
zaćwierkał, że cel ich wyprawy jest na drugim ko-
ńcu ulicy za rogiem, a na Szmulki mogą wrócić
tramwajem.
W końcu stanęli przed bramą, na której
były rysunki żółwi. Zapraszała ona do sto-
jącego w głębi wysokiego domu we-te-ry-
-na-ryj-ne-go! Nasi przyjaciele posłuchali
jednak żółwi, które mówiły: śpiesz się powoli.
‒ Przyjedziemy tu innym razem, posta-
nowili i pojechali tramwajem do domu, by opo-
wiedzieć Sapciowi, co widzieli w szkole.
zaćwierkał, że cel ich wyprawy jest na drugim ko-
ńcu ulicy za rogiem, a na Szmulki mogą wrócić
tramwajem.
W końcu stanęli przed bramą, na której
były rysunki żółwi. Zapraszała ona do sto-
jącego w głębi wysokiego domu we-te-ry-
-na-ryj-ne-go! Nasi przyjaciele posłuchali
jednak żółwi, które mówiły: śpiesz się powoli.
‒ Przyjedziemy tu innym razem, posta-
nowili i pojechali tramwajem do domu, by opo-
wiedzieć Sapciowi, co widzieli w szkole.

28
Czy wiesz, jak nazywa się
ulica, która ma największy
numer parzysty sto i koń-
czy się przed szkołą przy
ulicy Weterynarynej?
Czy wiesz, kto oprócz szko-
ły ma adres przy ulicy We-
terynaryjnej?
‒ Ulica, która ma największy numer
parzysty sto i kończy się przed szko-
łą nazywa się Kobielska.
‒ Nikt poza szkołą nie ma adresu
przy ulicy Weterynaryjnej.


ulica, która ma największy
numer parzysty sto i koń-
czy się przed szkołą przy
ulicy Weterynarynej?
Czy wiesz, kto oprócz szko-
ły ma adres przy ulicy We-
terynaryjnej?
‒ Ulica, która ma największy numer
parzysty sto i kończy się przed szko-
łą nazywa się Kobielska.
‒ Nikt poza szkołą nie ma adresu
przy ulicy Weterynaryjnej.



29
Veterinary
StreetWarszawa,
maj 2015 r.
StreetWarszawa,
maj 2015 r.
30
Koniec
31

32
33

34
35

36
37

38
39

40
41
Benefits:
- Full access to our public library
- Save favorite books
- Interact with authors
READ



storyjumper.com
- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE(1)
-
COMMENT()
-
SHARE
-
SAVE
BUY THIS BOOK (from $12.59+)
-
BUY THIS BOOK
(from $12.59+) -
BUY THIS BOOK
(from $12.59+) - DOWNLOAD
- LIKE (1)
- COMMENT ()
- SHARE
- SAVE
- Report
Liked By
X
Encourage this author
-
BUY
-
LIKE(1)
-
COMMENT()
-
SHARE
Problem with this book
X
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem
Which pages have problems?
Please describe the problem:
left text
right text
"Wyprawa na koniec dwóch ulic"
Kot Lulek i pies Julek odwiedzili w długi weekend budynek pewnej szkoły, stojący na końcu dwóch ulic. Co zobaczyli w środku?
(64 pages)
Privacy level:
PUBLIC
90 reads
1 fan
Report

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!