Napisała: Kasia B.
Ilustracje z wykorzystaniem grafiki
ze strony storyjumper: Andrzej J.
Czyta: Jurek P.
1/2016/2017






















Padał śnieg. Zamyślona patrzyłam przez okno, w pokoju mojej prababci. Babcia bujała się na wiklinowym fotelu,
i robiła na szydełku obrus. Znudzona ciszą powiedziałam:
‒ Babciu, babciu, opowiedz mi coś
ze swojego dzieciństwa.
Wtedy prababcia odłożyła robótkę.
Usiadłyśmy obie koło pieca i zaczęła
się opowieść. Opowieść z życia mojej prababci.
‒ Kochana wnusiu ‒ zaczęła.
‒ Kiedyś zimą bawiliśmy się zupełnie inaczej niż wy dzisiaj.
‒ Na przykład jak? ‒ spytałam.
‒ Och, och, och. Pytasz jak? A jeśli powiem ci, że zdejmowaliśmy szkolne
buty i skarpety i jeździliśmy na boso przed domem, to czy mi uwierzysz?
‒ Naprawdę? A dlaczego nie mogliście ślizgać się w butach lub na łyżwach? ‒ zapytałam.
‒ Ponieważ naszych rodziców nie było stać na łyżwy. A o buty musieliśmy dbać, bo mieliśmy razem tylko trzy pary. Buty zakładało się do
Paulę. Mama wcześnie nas osierociła, więc tata ożenił się powtórnie. Macocha miała trzech synów: Adama, Jacka
i Michała. Zatem w domu było nas sporo.
Siedem par dziecięcych stóp słychać było każdego ranka. Lecz macocha udawała miłą tylko w obecności taty. Gdy wyjeżdżał pokazywała swoją prawdziwą naturę. Najgorzej było

































w „mikołajki”. Wtedy wystawialiśmy
z chłopakami nasze garnuszki za drzwi
i czekaliśmy na prezenty.
‒ A dlaczego garnuszki? ‒ spytałam.
‒ Prawdę mówiąc sama nie wiem, taka była tradycja. Ale wróćmy do historii.
Odkąd pojawiła się macocha, zawsze tylko my dostawałyśmy surowe ziemniaki.
A chłopcy ‒ słodycze i zabawki. W końcu
‒ Nie trzeba wnusiu. W końcu dostałam. Twój tata mi go włożył pod poduszkę, gdy jeszcze spałam, i poszedł do pracy. Kiedy wrócił, zastał mnie zapłakaną.
I spytał:
‒ B... babciu, dlaczego płaczesz?
‒ Bo nigdy nie dostałam prezentu na mikołajki. Dziękuję ci.
– I opowiedziałam mu tę samą
historię, co tobie.
‒ No ‒ powiedziałam, patrząc w okno ‒ mój tata jest wyjątkowy.
Następnego dnia spytałam prababcię, jaki to w ogóle był prezent?
‒ To nie powiedziałam? ‒ zdziwiła się.
‒ No nie ‒ odparłam.
‒ Więc to były... spinacze do
wieszania prania, dwie pomarańcze i trochę słodyczy.
‒ What? Spinacze, pomarańcze? ‒ byłam po prostu zszokowana.
‒ Wnusiu, kiedy twój tata był dzieckiem, nie było paczek pod choinkę. Twój tata dostawał tylko takie prezenty
z małą zabawką w przezroczystym foliowym worku. Chłopcy też czasem



















dostawali rózgę zrobioną z cienkich brzozowych gałązek. A pomarańcze były tylko na mikołajki. Znalezione w paczce pod poduszką zapowiadały nadchodzące święta, kiedy cała rodzina zjeżdżała się
do mnie na wigilijną kolację. ‒ Tak naprawdę ‒ dodała ‒ mój dorosły wnuk podarował mi swoje dobre wspomnienia z dzieciństwa.
Koniec.









- Full access to our public library
- Save favorite books
- Interact with authors









- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
-
SAVE
-
BUY THIS BOOK
(from $6.99+) -
BUY THIS BOOK
(from $6.99+) - DOWNLOAD
- LIKE
- COMMENT ()
- SHARE
- SAVE
- REMIX
- Report
-
BUY
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!