

Adaptacja bajki Perraulta: Andrzej J., Anetta R., Iwona D.
Zdjęcia z przedstawienia, które odbyło się w maju 2016 r.
na Weterynaryjnej pod kierownictwem artystycznym
Anetty R. i Iwony D.
oraz opracowanie graficzne książeczki: Andrzej J.
Czyta: Maciek L.
5/2016/2017

awno, dawno temu pewien młynarz postanowił obdzielić swoich synów tym co miał. Najstarszemu z nich zostawił w spa-
dku młyn, średniemu – worek pieniędzy,
a najmłodszemu – tylko kota. Najstarszy więc przejął młyn, średni zabrał pieniądze
i wyruszył w świat szukać szczęścia.

Najmłodszy syn Janek – ten, który dos-
tał kota – zupełnie nie wiedział co ma te-
raz zrobić. Spadek w postaci kota – to nie za wiele, przyznacie sami. Janek usiadł na kamieniu i spuścił głowę.
Wtedy stanął przed nim kot. Trzeba do-
dać, że nie był to zwykły kocur, który tyl-
ko łowi myszy i wyleguje się na piecu. Był to niezwykły kot, który mówił ludzkim gło-

sem, gdy miał na to ochotę.
– Miau, nie martw się panie – przemó-
wił kot. – Ze mną nie zginiesz, miau.
Kot poprosił młynarczyka, by ten kupił mu kapelusz, buty i torbę, a uczyni go najbogatszym markizem. Janek bardzo zdziwiony ale i zaciekawiony, poszedł do miasteczka by spełnić prośbę kota. Wró-
cił z kapeluszem i butami, o które prosił
kot, dorzucił też ubranie za ostatni grosz.
– Proszę, tu jest wszystko.
Kot był bardzo dumny ze swojego stro-
ju. Wyglądał zabójczo. Kapelusz i buty dodały mu elegancji i świadczyły o zamo-
żności. Co prawda mówi się, że nie strój zdobi kota, ale… przyznacie sami – kot przemienił się w nie lada przystojniaka.
W takim stroju mógł zdobywać świat
dla swego pana, by odmienić jego los
i spełnić daną obietnicę.
– I co teraz?
Niedaleko od młyna stał wysoki zamek, gdzie mieszkał król z królową i ich pięk-
ną córką. Właśnie dziś mieli udać się na przejażdżkę królewską karetą. Nagle ko-
tu zaświtał w głowie pewien pomysł.
– Miau, słyszałem, że król lubi króliki.
Sprytny i mądry kocur złapał tłustego królika, a swemu panu polecił skryć się
w krzakach, by przypadkiem nie zoba-
czył go król wraz z żoną, córką i służbą.
– Jaka piękna okolica – rzekła królowa – tu się zatrzymamy.
– Prrrrr, stać! – krzyknął woźnica.
W tej chwili zjawił się kot, ukłonił się nisko i powiedział:
– Oto prezent od mojego pana, markiza Karabasa.
– Dziękuję – rzekł król, zdziwiony wido-
kiem kota w butach i jego wytwornymi manierami.
Królewna zaś rozglądała się, bo bardzo chciała poznać markiza. Jej serce zaczęło mocno bić.
– Kto to jest ten markiz? – spytała – Czy
jest młody i piękny?
– O tak, i bardzo bogaty – odpowiedział kot.
– Chcę go poznać! – zachwyciła się kró-
lewna.
– Ech, może innym razem – powiedziała jednak królowa.
Gdy kareta odjechała wraz z orszakiem, Janek wyszedł zza krzaka, podszedł do ko-

ta i mówi:
– Co ty wyprawiasz? Chcesz, żebyśmy skończyli w zamkowym więzieniu jako oszuści?
– Wiem co robię – odpowiedział kot.
A po chwili mówi podniecony:
– Panie, panie oni jadą przez rzeczkę. Szybko, szybko. Nie mamy czasu.
Kot poganiał swego pana, bo miał już
następny, dokładnie przemyślany plan,
jak mu pomóc, by Janek stał się szczęśliwy i bogaty. Szeptał mu cicho na ucho, co zamierza.
– Otóż, z szybkością strzały musimy biec na przełaj, łąkami ze dwie mile, by orszak został w tyle. A w czasie odpowiednim znów się zjawimy, dokładnie przed nim. Biegnijmy tam nad rzeczkę, nie zwlekaj
ani troszeczkę.
Janek przekonawszy się już o zręczno-
ści, sprycie i odwadze kota, nie zadawał więcej pytań. Natychmiast ruszyli do rzeczki, kot prowadził.
Gdy dotarli na miejsce, kot plan w gło-
wie ma gotowy. W pośpiechu, aby zdą-
żyć przed królewskim orszakiem wydaje swojemu panu rozkazy. Każe mu zrzucić
kubrak, wskoczyć do wody i udawać, że tonie.
– Dobra, dobra – odparł Janek. – Zrobi się! I chlup do wody.
Tymczasem słychać turkot zbliżające-
go się królewskiego orszaku. Na to kot wrzeszczy:
– Ratunku, ratunku! Pomocy, mój pan markiz Karabas tonie. Ratunku, pomocy!
Król, usłyszawszy krzyki, natychmiast polecił swej straży ratować kociego pana. Był już najwyższy czas, bo nieszczęśnik rzeczywiście zaczął tonąć.
A kot w tym czasie tłumaczył królowi,
że jakiś złodziej skradł jego panu ubra-
nie, gdy ten poszedł się kąpać. Królowa
i królewna, której Janek bardzo się spo-
dobał, troskliwie zajęły się młodym marki-
zem. Król polecił służbie przynieść nowe ubranie. Gdy Janek pojawił się w nowych szatach, królewna oniemiała z zachwytu.
Kot nie próżnował. Ukłonił się zamaszy-
ście i zaprosił królewską parę z córką do pałacu swego pana – markiza Karabasa. Kiedy król z królową, królewną i synem młynarza sadowili się w karocy, kot po-
biegł przodem wskazując drogę do pa-
łacu, gdzie mieszkał czarodziej-odludek.
– Dzień dobry, wielki czarodzieju – po-
witał kot magika siedzącego w pustej komnacie i ukłonił się nisko. – Słyszałem, że kiedy tylko zechcesz, potrafisz zmienić się w każde zwierzę, nawet tak wielkie jak lew czy słoń.
– Też mi coś – odparł znudzony swymi
skarbami czarodziej. I szybko zmienił się
w groźnego lwa, bo lubił głośno ryczeć.
Przerażony kot ukrył się za słupem. Wy-
szedł stamtąd dopiero wtedy, gdy czaro-
wnik powrócił do ludzkiej postaci.
– Ojej! Przestraszyłem się nie na żarty – jęknął kot. – Słyszałem także, że potra-
fisz panie zmienić się również w bardzo małe zwierzątko, na przykład w mysz
– ale ja w to nie bardzo wierzę – dodał.
– Nie wierzysz? – No to patrz! – zawo-
łał rozgniewany czarownik i zmienił się
w małą myszkę.
Na to kot niewiele myśląc skoczył
i w mig pożarł czarodzieja zmienionego
w mysz!
Służący czarownika bardzo się z tego ucieszyli, bo okrutny mag dokuczał im jak nikt inny. Na prośbę kota szybko
nakryli do stołu i wyszli przed pałac ze swoim wybawicielem by powitać dostoj-
nych gości, jadących właśnie znad rzeczki.
– Witam wasze wysokości w pałacu markiza Karabasa! – zawołał kot i skłonił się nisko wraz ze służbą.
Po miłej pogawędce przy herbatce goś-
cie pojechali dalej, lecz wkrótce wrócili wraz z całym dworem na bal, na który
za namową kota zaprosił ich markiz Kara-
bas. Podczas tego balu markiz poprosił królewnę o rękę...
I żyli długo i szczęśliwie. Bo chociaż Jan
Karabas po ślubie przyznał się królewnie, że jest synem młynarza, ona wszystko mu wybaczyła i go nie opuściła.
Tak oto przyjaźń pewnego kota cenniej-
szą okazała się od złota!


Veterinary
Street
Warszawa,
listopad 2016 r.

Koniec.







- Full access to our public library
- Save favorite books
- Interact with authors

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
-
SAVE
-
BUY THIS BOOK
(from $14.59+) -
BUY THIS BOOK
(from $14.59+) - DOWNLOAD
- LIKE
- COMMENT ()
- SHARE
- SAVE
- Report
-
BUY
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!