Tekst, zdjęcia i opracowanie: Andrzej J.
Czytają: Maciek L. i Karolina P.
10/2017/2018



– Halo! Czy to Wete, no ta ryna, znaczy ten no, ryjna?
– Pan się zdecyduje, we te albo w tamte, bo tu jest Wete-ryna-ryjna.
– Ja przepraszam, chciałem na Wete-ryjną się dodzwonić.
– Na Wete-ryna-ryjną może?
– A, tak też być może.


– A z kim żeś się pan chciał skontaktować?
– Panie, ja nie skontrolować, tylko porozmawiać chciałem.
– Ale z kim, jakie imię i nazwisko?
– Coś przerywa, no, już mówię, mówię wszystko: ja de facto porozmawiać sobie chciałem.
– Ale panie, tu takiego nie ma: ani Fakto, ani Defakto.


– Jak to nie ma, znaczy dziś Wete-ryjna nieczynna?
– Panie, Wete-ryjna nie, Wete-ryna-ryjna tak.
– Co pan tak gadasz, raz tak, a raz siak?
– Panie, widzę, że pan słyszysz, że dzwo-nią, tylko nie wiesz w którym kościele?
– Ale ja nie dzwoniłem do kościoła!


– To w końcu kogo mam zawołać?
– Nikogo, tak sobie chciałem pogadać, bo siedzę sam w domu.
– Panie, ale czas mi pan zabierasz, a czas to pieniądz.
– Co mi pan tu gadasz, ja żadnych pienię-dzy panu nie zabrałem. Jak panu potrzeb-ne pieniądze, to mogę panu puszek po coli przynieść, bo dużo dziś zebrałem.


– Panie, tu nie punkt skupu, tu jest szkoła. Wete-ryna-ryjna.
– A, to szkoła awaryjna? Ja dziś żadnej awarii nie miałem, zadanie domowe odpisałem.
– Panie, chyba masz pan jakąś awarię w głowie, bo mądrej głowie dość dwie słowie. A pan nic nie kontaktujesz.
– Ale ja tylko porozmawiać chciałem.


– Panie, my tu gadu, gadu, a już blisko do obiadu. Pan się streszcza.
– No, streszczenia nie zrobiłem, ale jutro rano odpiszę.
– Pisz pan, panie na Berdyczów. A teraz to z kim mam pana skontaktować?
– Ale ja tu żadnej awarii nie mam, już panu mówiłem. Wszystkie kontakty
u mnie działają.

– A, to jak kontakty działają, to pan odpali komputer i wpisze espees dwieście czterdzieści.
– Panie, mówiłem już panu, że żadnej forsy panu nie zabrałem, ani dwieście, ani czterdzieści.
– Panie, to tylko numer taki jest na Wete-ryna-ryjnej trzy, koło tego namiotu białego.

– Ani dwieście, ani czterdzieści, ani trzy. Panie, nie ze mną te numery. A namiot już mam, nad Wisłą.
– Panie, wiesz pan, ile już wody w Wiśle upłynęło od początku tej rozmowy?
– A co mi pan tu wodę lejesz, kiedy ja chciałem sobie porozmawiać.
– Ale dlaczego dzwoni pan na Wete-ryna-ryjną, żeby sobie porozmawiać?


– Na Wete-ryjną? Panie, do mnie codziennie dzwonią z tej Awaryjnej,
z biblioteki, że tak tylko pogadać sobie chcieli. No to w końcu oddzwaniam.
– Panie, trzeba było mówić od razu, żeby skontaktować pana z biblioteką. Łączę, pan czeka.
– Halo! No i przerwało. Znowu jakieś awarie tam mają. I jak tu się dogadać?
Veterinary
Street
Warszawa, listopad 2017 r.
Koniec.








- Full access to our public library
- Save favorite books
- Interact with authors



- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE(1)
-
COMMENT()
-
SHARE
-
SAVE
-
BUY THIS BOOK
(from $8.99+) -
BUY THIS BOOK
(from $8.99+) - DOWNLOAD
- LIKE (1)
- COMMENT ()
- SHARE
- SAVE
- Report
-
BUY
-
LIKE(1)
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!